/home/klient.dhosting.pl/greyhouse/szarakamienica.pl/public_html
Aktualności
Marta Lisok o wystawie Kingi Belli 2011-03-04
W zbiorze stwarzają intymną atmosferę łazienki, sypialni, buduaru po której widz porusza się niepewnie, na granicy przekraczania zasad dobrego wychowania. Tak jak wtedy, kiedy patrzy na skłębione na podłodze ubrania, rozsypany puder, sztuczne rzęsy czy grzebień z kłębkiem włosów, występuje tutaj z pozycji intruza, który stara się nie zauważać pozostawionych na nich fragmentów czyjegoś ciała.
Obłe kształty rzeźby Kingi są chronione czarnymi, gęstymi pasmami. Potargane, rozpuszczone włosy często towarzyszyły elementom przybywającym zza światów, dzikim i niebezpiecznym. Ich niekontrolowane rośnięcie pociągało za sobą nieunikniony rozkład i zanikanie, przeciwko którym kultura wytworzyła porządkujące rytuały podcinania, strzyżenia i golenia. Obiekty Kingi obiecują rozkoszowanie się nadmiarem, przyjemność bezkarnego, niekończącego się głaskania błyszczących tafli włosów, pieszczotliwego przeczesywania, wreszcie agresywnego owijania wokół palców czy całej dłoni. Włos umożliwia łatwy dostęp do całego ciała. Jest jego czułym punktem zaczepienia, najprostszym połączeniem między wnętrzem a zewnętrzem. Trzymać kogoś za włosy to mieć nad nim władze, jednym pociągnięciem móc sprowadzić go na kolana. Trzeba dużego zaufania. żeby wydać swoje włosy w czyjeś ręce, wydać je na pastwę, pozwolić, żeby na nie patrzono, zaplatano w niewiadomych celach, robiono z nich pamiątki.
Wiszące obiekty działają napięciem między gładka powierzchnią i wypływającym z pomiędzy zaciśniętych części kaskadami włosów. Stojące pochłaniają to, co znajdzie się w obrębie ich czarnego, sięgającego do samej podłogi, snopa. Małe wyglądają jak niezgrabnie zszyte błyszczące narządy, z których wystają sterczące szywy - wąsy. Ściskane przypominają miękkość bezwładnej dłoni pozbawionej kości. Zachęcają do aktów transgresji: złamania tabu miejsc intymnych, przekroczenia granic ciała, gestu tożsamego z traceniem zamkniętej formy jego ciasno poukładanego wnętrza. Mają w sobie grozę czegoś na półmartwego, nie funkcjonującego na pełnych obrotach, połowicznego, a jednocześnie obiecującego zakazane rozkosze erotyczne, nasycenie stłumionego pożądania. Niesforna, włochata cielesność w pracach Kingi pręży się wzbudzając niepokój każdego starającego się zachować jedność podmiotu. Ciało rozpisane na te obłe, białe obiekty obywa się bez logiki całości. Zastygłe w stanie larwalnym formy nie składają się w jeden organizm. Zamknięte w szczelnych węzłach są samowystarczalnym schronieniem, które jako gęsto porośnięte, ma wydawać się niezdobyte i groźne. Ich kształt pełni rolę analogiczną do tej, jaką odgrywa pojęcie „ja”, podtrzymuje iluzję zwartego, trwałego podmiotu stojącego ponad prawem cyrkulacji.
 Doczepiając do swoich roślinno-zwierzęcych tworów długi kosmyki włosów artystka decyduje się na gest buntu, odrzuca bezpieczne rozgraniczenia i umożliwia niehamowany przepływ z wnętrza. Wszelkie płyny, wydzieliny i resztki nie są szybko i wstydliwie blokowane, tamowane i czyszczone. Poraniony, nieszczelny podmiot przestaje budzić wstręt. Jego nieskrępowane dojrzewanie i rośnięcie staje się powodem do dumy.
Na obrazach sytuacja komplikuje się. Włosy to słabo widoczne, precyzyjnie prowadzone linie, niezbite dowody bycia na miejscu, a zarazem podkreślenie nieobecności, pewnego opóźnienia i oddzielenia. Zaplątane w kołdrze, zaczepione o krawędź stołu, ubranie, zbite w poszarzałą maź na sitku wanny, zatopione w powierzchni mydła igiełki stają się codziennymi, niechcianymi rzeźbami. Wyczuwa się, że z jakiś powodów jest ich za dużo na raz, na jednym miejscu. Jakby wypadły albo zostały wyrwane. Oznaczają wtargnięcie czegoś obcego, zaburzenie przyjętej racjonalności, ciągłości i całości. Przywołane obecnością skłębionych włosów nienazwane nie daje się zamknąć, destabilizuje i niszczy rzeczywistość.
 
Marta Lisok