Odpowiedzi na te pytania - kto i dlaczego - wydają się podstawowe dla zanurzenia się w świat obrazów Judyty Krawczyk-Domańskiej. Częściowo udziela ich sama artystka: jak mówi, u podłoża cyklu „Już nie ja” leży osobiste, traumatyczne i bolesne doświadczenie: śmierć bliskiej osoby - siostry. Przedstawione na obrazach postaci kobiece (na wielu płótnach ustawione frontalnie, namalowane na białym tle, przyodziane w czarne, żałobne stroje, bądź odwrotnie - ubrane na biało, stojące na czarnym tle) prawdopodobnie można odczytywać jako noszące cechy ukochanej siostry. Obrazy stają się osobistą, intymną formą pamięci o zmarłej, znakiem sprzeciwu wobec zapomnienia i próbą uporania się z bólem wywołanym jej śmiercią. Jest to jednak pamięć szczególna - w pełni świadoma, że nie da się w sposób realny wstrzymać biegu czasu, czy też przywrócić życiu osoby zmarłej. Stąd zastosowany przez artystkę motyw niedokładnego portretu, zakrycia twarzy postaci przez maski, zamkniętych oczu. Bardzo duże wrażenie wywiera obraz, na którym twarz osoby sportretowanej jest mikroskopijna, niemal niewidoczna, jakby wymownie znikająca na ogromnym, białym płótnie. O niedoskonałości mechanizmu pamięci ma świadczyć także, jak mówiła artystka podczas wernisażu, dobór materiałów, na których wykonuje swoje obrazy - obok płócien, jest to także papier czy rolety okienne. Niszczenie części prac, odpryskiwanie farby, marszczenie się materiału - były celowym zabiegiem malarki. Niemniej jednak, mimo świadomości ograniczeń pamięci, wyrażającej się również w doborze materiałów, obrazy Krawczyk-Domańskiej stanowią przejmujące świadectwo próby ocalenia tego, co odeszło. Jak pisze o twórczości artystki Leon Tarasewicz, cichy szept dialogu ze zmarłą w noc poślubną jej rodzoną siostrą stał się sensem jej malarstwa. Wtedy dopiero odczuła nieodpartą potrzebę malowania, przyszła lawina pomysłów, (…) wspomnień, dotknięć. Niepotrzebne już były efektowne ściekające farby, ale spokój i rozwaga. Od dawna noszone w sobie dialogi z siostrą stały się obrazami, prawdą i częścią jej życia, jak twórczość każdego prawdziwego artysty.
Bardzo istotny jest wyeksponowany przez Tarasewicza motyw dialogów artystki ze zmarłą siostrą, stanowiących jeden z najważniejszych czynników konstytuujących jej tożsamość. Postaci przedstawione na obrazach odsłaniają bowiem również inne znaczenia - mianowicie, stają się także próbami autoportretu - właśnie próbami, akcentującymi wielość ról (wybieranych świadomie czy narzucanych? To kolejne pytanie, które sugerują obrazy zaprezentowane na wystawie), składających się osobowość kobiety. Podkreśleniu złożonej, niejednoznacznej tożsamości, być może zadaniu pytania o jej autentyczność, służy wyraźnie zaznaczony na płótnach motyw zmiany ubrań przez bohaterki obrazów, niczym kostiumów przez aktorów teatralnych. Zaś o konieczności ciągłego określania swoich ról społecznych, prezentowania ich światu, świadczy motyw zdjęć, które trzymają przed sobą bohaterki obrazów. Elementy te wzbudzają skojarzenie z więziennymi zdjęciami, określającymi tożsamość aresztowanych - być może artystka zadaje więc także tym samym pytanie o kwestię wolności jednostki poddanej presji społecznej.
Obrazy Judyty Krawczyk-Domańskiej otwierają wiele możliwości interpretacji, ale ich cechą wspólną jest głęboka szczerość i autentyczność, to znaczy fakt, iż wyrastają z realnej potrzeby wypowiedzenia w sztuce (i być może dzięki sztuce) osobistego bólu przemijania i utraty, postawieniu istotnych egzystencjalnych pytań, próby przekazania widzowi prawdziwych emocji. Być może właśnie dlatego obrazy artystki uderzają także niepowtarzalną wrażliwością.

