To są jej opowieści. Historie o najmniejszych, na granicy istnienia fenomenach rzeczywistości lub o tych ukrytych, nieujawnionych narracjach, do których zasłony pilnują dostępu.
Artystka buduje złożone narracje (lub wzbudza poczucie za nimi tęsknoty) za pomocą subtelnych środków: wyznaczania pustki, delikatnych rozchyleń, punktowych rozświetleń, surrealnych powtórzeń.
Kotara służy jej nie jako estetycznie traktowany mono-motyw, a bardziej jako linia wyznaczająca granicę pomiędzy światem a światem. Zawsze stojąc przed obrazem Emilii Kiny jest jakieś „w środku” i „na zewnątrz”, przed i poza, ujawnione i ukryte. I zawsze pozostajemy jakby jej zakładnikami, uwięzieni po jednej ze stron w niekończącym się, zapętlonym suspensie.
Pozostaje tylko pytanie, czy stoimy po właściwej stronie obrazu. Tym razem zadecyduje za nas artystka, bo prześwit jest zbyt mały, aby pozwolił nam przedostać się na drugą stronę.

